wtorek, 17 lipca 2012

1000


  Jakiś czas temu w moim małym, bloggerowym centrum dowodzenia zastałem informację że liczba odwiedzin na moim blogu przekroczyła tysiąc.
  Bez owijania w bawełnę - dzięki za odwiedzanie mojego małego, prywatnego kawałka Internetu. Swoje posty piszę głównie żeby uporządkować swoje myśli (serio, kiedy będziecie mieli mętlik w głowach weźcie papier i ołówek i napiszcie co Was męczy - sytuacja się wyklaruje) jednakże o wiele lepiej jest to robić z poczuciem że ma to jakiś sens i efekt kogoś interesuje.  Dzięki również za zostawianie swoich opinii pod postami.
  To dobry moment żeby poinformować że najbliższych aktualizacji bloga należy się spodziewać najwcześniej w pierwszym tygodniu sierpnia. Do tego czasu będę zbierał siły na wyjeździe, jako że od przyszłego miesiąca czeka mnie sporo roboty.
  Życzę Wam udanego odpoczynku, a tym, którzy w tym okresie będą musieli poświęcić się obowiązkom życzę powodzenia i dobrego nastroju. Trzymajcie się, do zobaczenia w sierpniu.
                                                                                                                                 Szarozielony

środa, 11 lipca 2012

Nocne udręki

  Gdzieś słyszałem że tytuł artykułu jest kwestia wybitnie istotną, jako że po odpowiednim dobraniu słów przyciąga uwagę każdego kto odwiedzi stronę. Myślę, że ten spełni swoją funkcję prawidłowo. Już oczyma wyobraźni widzę zbereźne uśmiechy niektórych odbiorców. Czujcie się schwytani! Teraz, kiedy Was dotarłem posługując się techniką dziennikarskiej manipulacji zmuszę Was do przeczytania moich wynurzeń.
  Do rzeczy.
  Nie przepadam za latem. Jednym z najważniejszych powodów jest fakt, że w moim odczuciu upał zaczyna się od dwudziestu stopni. Cierpienia są tym większe, kiedy występuje konieczność przywdziania eleganckiego stroju i udawania że czuję się w nim świetnie. Jednakże na dłuższą metę bardziej wyczerpujące są specyficzne zmiany w moim zegarze biologicznym.
  Mój mózg, narząd, który został obarczony odpowiedzialnością za funkcjonowanie całości mojej osoby zaczyna olewać narzucone przeze mnie godziny pracy. Gdzieś w okolicach godziny czternastej przechodzi w Tryb Zombie, co skutkuje upośledzeniem moich umiejętności społecznych, spowolnieniem czasu reakcji itp. Krótko mówiąc - jedno wielkie nieogarnięcie.
  Natomiast w godzinach wieczornych sytuacja się zmienia. Mózg zaczyna wtedy nadrabiać zaległości w rozmyślaniach jakich narobił sobie za dnia. Nie dość że noce wydają się być jeszcze gorętsze niż dzień, że leżę nagi przykryty symboliczną poszwą na kołdrę przy otwartym szeroko oknie. Nie dość że jacyś pijacy upodobali sobie moją okolicę jako miejsce spacerów. Mało  że koty drą się nieustannie, na przemian odbierając i dając życie. Jako gwóźdź nocnego programu jestem raczony swoimi własnymi przemyśleniami.
  I leżę o trzeciej w nocy usiłując odprężyć się i usnąć. Ale nie mogę. Do głosu dochodzi między innymi moje sumienie. Rozmyślam o wszystkich sytuacjach kiedy podjąłem złą decyzję i dręczę samego siebie wizjami swojej osoby pławiącej się w szczęściu gdybym tylko postąpił inaczej. Roztrząsam też dawne sytuacje z płaszczyzny stosunków damsko-męskich, a mianowicie ile przyjemnych chwil bym spędził gdybym wcześniej odcyfrował kilka subtelnych aluzji. Również jestem ochrzaniany przez siebie samego za wszystkie wady i niedoskonałości. Pomimo nieprzyjemności jest to cenne doświadczenie - wiem, że kiedy Szarozielony kogoś opieprza to staje się BARDZO nieprzyjemną osobą.
  Zastanawia mnie jedno - skoro już nie mogę zasnąć bo rozmyślam i wspominam, to czemu, do cholery, te myśli i wspomnienia nie mogą być przyjemne? W końcu ich też trochę było.
  Koniec końców zawsze przychodzi wybawienie w postaci mocno spóźnionych objęć Morfeusza. Bardzo mnie cieszy fakt że ostatnio nie miewam snów.
  Mówi się, że jeżeli nie możemy spać to znak, że ktoś nas śni. Jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy źle.
  Drodzy Czytelnicy, pomimo nocnych upałów życzę Wam spokojnej nocy i miłych snów.
                                                                                                                      Szarozielony

P.S. Zastanawiam się kto z USA, Wielkiej Brytanii i Rosji czytuje mój blog. Bardzo proszę przyznać się w komentarzach, bo jestem tego strasznie ciekaw.
 

czwartek, 5 lipca 2012

Fan. Wiesz od czego to skrót?

  Witajcie!
 Chciałbym poruszyć dzisiaj kwestie dystansu do pewnych zjawisk, a właściwie jego braku. Jak doskonale wszyscy wiemy ów brak jest szkodliwy i prowadzi do wielu konfliktów. Czasami wręcz zbrojnych.
  Jednak to konkretne zjawisko jest o tyle ciekawe, że występuje powszechnie i według wielu ludzi świadczy pozytywnie o naszym rozwoju kulturowym i duchowym. "Brak dystansu aprobowany przez ludzi? Co ty chrzanisz!?" zakrzyknie część z Was. Już tłumaczę o co mi chodzi, a Wy zadecydujecie czy mój dzisiejszy wywód można zaliczyć do moich spostrzeżeń czy może urojeń.
  Mowa o osobach tytułujących się fanami.
  Mówiłem, że zjawisko jest powszechne?
  Od razu rodzi się pytanie: co w tym złego?
  Podczas lektury jednej z książek sir Terry'ego Pratchetta (jeżeli ktoś lubi fantasy i angielski humor a jakimś cudem nie słyszał o tym panu to właśnie lista pozycji do przeczytania znacząco się wydłużyła) jedna z postaci mówi, że słowo "fan" to skrót od "fanatyka". Dlaczego nie zauważyłem tego wcześniej?
  Podczas rozmowy z wydawało się bardzo sympatyczną panną temat zszedł na muzykę, a konkretnie osobę niejakiego Kurta Cobaina. Miałem problem, albowiem stan mojej wiedzy o tym panu był nędzny. Widziałem tylko tyle że: 1) był narkomanem  2) popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę  3) śpiewał w jakimś zespole. Kiedy się z tym ujawniłem moja rozmówczyni wpadła w furię. Dowiedziałem się od niej że ***** wiem o prawdziwej muzyce i że zapewne słuchałem utworów zespołu Feel. Po czym dialog się zakończył.
  Jeżeli ktoś zastanawiał się jak się czuła średniowieczna czarownica w ostatnich dniach żywota to polecam mu to doświadczenie.
  Mam świadomość że nie wszyscy  zamykają oczy na ciemne strony obiektów swych sympatii, ale z moich obserwacji wynika że przez utratę krytycyzmu wobec nich bardzo duża ilość osób nie jest w stanie brać udziału w dyskusjach na ten temat.
  "Ten alkohol i narkotyki to było jej wołanie o pomoc! Ona potrzebowała wsparcia w tym ciężkim dla niej okresie!" - tak, droga fanko, a Ty rzecz jasna te wsparcie jej zapewniłaś? Nie? A te deklaracje podziwu i miłości? A, nieważne...
   Dobrze jest mieć zainteresowania. Sztuka jest ważna. Autorytety są ważne (to, że wiele osób uważa za autorytet piosenkarzynę rzucającego banałami to chyba temat na inne rozważania). W dzisiejszych czasach, gdzie sztab speców od PR i marketingu może wylansować każdą osobę, którą na to stać mamy do czynienia z kreowaniem owczego pędu, który może nas porwać.
  Moja prośba do Was: miejcie dystans do tego, co aktualnie jest promowane. Nie dajmy się przerobić na fanatyków, nieświadomych tego że ich poglądy wyrobił jakiś pijarowiec.
  Dzisiaj było strasznie ponuro. No nic, w końcu takie przemyślenia też nas nachodzą. Pytanie do Was: dzisiejszy post zakwalifikujecie do przemyśleń czy do urojeń?
                                                                                                                     Szarozielony