czwartek, 28 marca 2013

Dlaczego byłbym marnym recenzentem


  Nigdy nie byłem w stanie dogodzić polonistkom. Pomijając chlubny wyjątek, z którym miałem okazję współpracować w liceum czcigodne panie zawsze kręciły nosem na moją twórczość i interpretacje. Najgorzej było z recenzjami książek, które męczyły mnie od poziomu podstawówki, czyli okresu, w którym otrzymanie za swój tekst trójki było kompromitacją i tragedią rodzinną. Niby ich wymagania były proste: naszkicować zarys fabuły, opisać bohaterów i naskrobać swoją prywatną opinię na temat utworu. We wcześniejszych klasach szkoły podstawowej całość należało posumować rysunkiem zamieszczonym pod recenzją. Jednak zawsze okazywało się, że uzewnętrznienie moich wrażeń odczuwanych podczas lektury  wielce się różniło od wizji nauczyciela.
  Dzisiaj stawię czoła swoim słabościom i spłodzę recenzencki majstersztyk. Kompleks wywołany przez polonistki zostanie pokonany, a dzięki temu stanę się nieco lepszym człowiekiem zdolnym wziąć za mordę swoje niedoskonałości. Do dzieła!

Tytuł: Na ostrzu noża (tom pierwszy i drugi)
Autor:













   Chyba udało mi się oddać sprawiedliwość tej książce. Czas na podsumowanie i sformułowanie opinii

 





















poniedziałek, 18 marca 2013

Mroczna strona piesków

  Polacy lubią marudzić. Mają ku temu swoje powody - stan służby zdrowia, ogromna część wypłaty znikająca w czeluściach tworów państwowych, infrastruktura sprawiająca miejscami wrażenie, jakby od Drugiej Wojny Światowej nie widziała budowlańca, uległa postawa w prowadzeniu polityki zagranicznej... Można by wymieniać godzinami. Demokracja pośrednia ma to do siebie, że żadne z nas osobno nie posiada możliwości przeprowadzenia legalnych zmian na wymienionych wyżej płaszczyznach. Można się oczywiście organizować w rozmaite ruchy społeczne, ale, jak głosi pewne powiedzenie, gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania.
  Biorąc pod uwagę czas i zasoby jednej osoby możemy za to wprowadzać zmiany stosunkowo mniejsze, dokonując małych rewolucji we własnym zachowaniu, co bezpośrednio przełoży się w niewielkim stopniu na jakość życia całej wspólnoty.
  Do czego zmierzam?
  W mojej miejscowości rozpoczął się okres roztopów. Tony tego białego dziadostwa nikną z godziny na godzinę odkrywając rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Wczesnym rankiem wyszedłem wraz w Whitney na zewnątrz celem odbycia porannego spaceru. Świeciło słońce, wiał wcale przyjemny wiaterek, a co śmielsze ptaki rozpoczynały próby generalne przed swoimi wiosennymi występami. Uśmiechnięty przystanąłem na stopniu i zaczerpnąłem wielki haust... smrodu starych, przerażających w swojej ilości i gabarytach psich fekaliów.
   Drodzy rodacy, szanowi psiarze - do ciężkiej kurtyzany opłakanej kondycji materialnej, SPRZĄTAJCIE PROSZĘ PO SWOICH PUPILACH.
  Naprawdę nie widzicie niczego nieodpowiedniego w pozwalaniu na narastanie śladów psiej bytności, aż ich ilość osiągnie wręcz kabaretowe rozmiary? Nie przeszkadza Wam konieczność odbycia slalomu w drodze po pieczywo? Lubicie woń, jaka się roznosi przy trzydziestu stopniach Celsjusza? Nie wierzę Wam.
  Dlaczego nie czynicie swojej podstawowej powinności? Brzydzicie się? Jestem w stanie to zrozumieć, jednakże część już miała do czynienia (a resztę spotka to prędzej czy później) z niemowlęciem i zmienianiem pieluch - nie ma tu żadnej różnicy. W obu przypadkach mamy do czynienia z istotą, która po prostu nie jest w stanie udać się do przybytku w celu załatwienia swoich potrzeb, zatem trzeba ją w pewnych kwestiach wyręczyć. To jest chwila, kiedy miłość w końcu musi wygrać z obrzydzeniem.
  Sprawa jest prosta:
  1. Organizujecie przy drzwiach wejściowych torbę, do której natychmiast wrzucicie foliowe siatki po pieczywie oraz pozostałe siaty, których nie wyrzuciliście "bo mogą się kiedyś przydać".
  2.  Przed każdym spacerem z kochaną kudłatą bestią bierzecie dwie siatki (dobrze mieć jedną w zapasie)
  3. Czekacie, aż piesek zrobi, co ma być zrobione
  4. Metoda Na Cukiernika: nakładacie siatkę na dłoń, zbieracie omawiane obiekty i wywijacie folię na drugą stronę. Siatkę zawiązać
  5. Ignorujcie zdumione spojrzenie psa
  6. Pozbądźcie się siatki przy pierwszej nadarzającej się okazji
   Ja na początku używałem dwóch siatek na raz celem zmniejszenia dyskomfortu psychicznego.

  Stosując wymienione wyżej kroki przyczyniacie się do zwiększenia atrakcyjności estetycznej okolicy oraz zyskujecie moralne prawo do narzekania na ludzi niesprzątających po psach.
  Niby nic, ale faktycznie wpływa  na  poprawę naszej sytuacji. Będziemy mogli mówić: "Stan służby zdrowia jest fatalny, ogromna część wypłaty znika w czeluściach tworów państwowych, infrastruktura sprawia miejscami wrażenie, jakby od Drugiej Wojny Światowej nie widziała budowlańca, nasi politycy płaszczą się przed zagranicznymi ALE przynajmniej  w okolicach mojego domu już nie śmierdzi".
  Warto, naprawdę warto. Trzymajcie się!

                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Szarozielony