piątek, 11 kwietnia 2014

Spojrzeć w oczy odbiciu w lustrze

   Psiakrew, jak ja nie lubię się golić.
   To jak jakiś nieszczęsny podatek od męskości. Człowiek się nasłucha o tym, jak to kobiety uwielbiają "dokładnie ogolonych, zadbanych mężczyzn", tylko po to żeby po brutalnej i nierzadko krwawej batalii stoczonej z własną gębą wyglądać jak skończony szczyl, przez co moja pełnoletniość była niejednokrotnie kwestionowana. Chciałoby się rzucić to wszystko w diabły i po kilku dniach systematycznego olewania golenia zapuścić dostojny, równomierny zarost podkreślający moją pozycję Samca Alfa. Niestety, moje policzki nie przejawiają tendencji do kreowania owłosienia, przez co po tygodniu bez maszynki mogę się pochwalić czymś na kształt opóźnionych w rozwoju baczków i wąsikiem godnym pedofila. Zatem alternatywa jest jeszcze gorsza.
   Westchnąłem zatem ciężko i zacząłem szperać w szufladzie w poszukiwaniu odpowiednich przyborów. Chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę łazienki i dokładnie zamknąłem za sobą drzwi - ostatnią rzeczą, jaka mi była potrzebna w tych ciężkich chwilach to pełne pogardy spojrzenie wszędobylskiego psa.
   Zrezygnowany spojrzałem w lustro, prosto w oczy swojego niewyspanego i już lekko wkurzonego oblicza.
- Znowu się spotykamy - rzuciłem.
- Nie wyglądasz na zadowolonego z tego powodu, chcesz o tym pogadać? - odparło oblicze.
Pokręciłem głową mocując się z nowym pojemnikiem żelu do golenia. W końcu udało mi się odmierzyć odrobinę i zacząć ją wcierać w twarz. Z efektem przekraczającym wszelkie oczekiwania.
- Jak to jest, że z małego niebieskiego gluta powstaje tyle piany, że wystarczyłoby również na ogolenia łba? - zacząłem marudzić.
- Musisz się przyzwyczaić - odparł spokojnie mój towarzysz doskonale imitując moje ruchy i grymasy.
Przejechałem maszynką po szyi. Efekt wyglądał nieźle, choć niestety po przesunięciu palcami wciąż było czuć upierdliwe, szorstkie drobinki.
- Tyle razy namawiali mnie, żebym przerzucił się na ten żel. A kiedy przyszło co do czego to efekt jest praktycznie taki sam. Jakieś kiepskie rady ostatnio dostaję - burknąłem.
- A czy wspomniałeś doradzającym ci osobom o twoim nieuzasadnionym zamiłowaniu do gównianych jednorazówek? - spytało moje drugie ja ostrożnie goląc podbródek.
   Psiakrew, jak ja nie lubię się golić.
   Ogólnie rzecz biorąc szyja wyglądała całkiem nieźle, najwyższy czas było przejść w stronę górnej wargi, który był regionem krytycznym z jednego, bardzo nieprzyjemnego powodu.
- Czemu nie odłożysz odrobiny kaski i nie usuniesz sobie tego pieprzyka, skoro tak cię wkurza? - spytało odbicie ostrożnie manewrując ostrzem wokół drażliwego i mocno ukrwionego punktu.
- Nie wkurza mnie.
-Wielokrotnie słyszałem, jak spływając krwią odgrażałeś się, że weźmiesz nóż od owoców i usuniesz go domowymi metodami. Pieprzyk, nie nóż, rzecz jasna - wyszczerzył się wrednie mój sobowtór - Jak byś to zrobił od razu po wypłacie na stażu to miałbyś teraz święty spokój.
-Zawsze zastanawiało mnie to twoje perwersyjne upodobanie do wytykania mi zaniedbań w dbaniu o wygląd. Czemu nigdy nie masz ochoty na pogawędki o czymś innym?
- Wedle życzenia. Jak tam twój blog?
   Psiakrew, jak ja nie lubię się golić.
- Miałem na myśli, żebyś ogólnie przestał mi wytykać zaniedbania... - odparłem zły.
- Jakbym ci zaczął słodzić to zrobiłbyś się tłusty - zakpiło odbicie
-... I szczęśliwy - nie mogłem się powstrzymać.
- Nie wykręcaj mi się tu docinkami. Co z blogiem?
- A co ma być? - spytałem, płucząc maszynkę.
- Jak to co? Ostatnia aktualizacja: piątek, 7 czerwca 2013 roku.
- Gdybyś się czasem podzielił swoją dobrą pamięcią to miałbym z głowy problem kilku egzaminów poprawkowych.
- Nie pamięci powinienem ci użyczyć, a spostrzegawczości - zarechotał mój irytujący, lustrzany klon - Dla przykładu: zauważyłeś tę dziewczynę, która 30 września 2011 roku nie spuszczała z ciebie oczu przez całą imprezę?
- Co? Nie.
- A ja tak.
- Ale z ciebie perfidny kutas - warknąłem. Sekundę później dostrzegłem głębszy sens w tym, co właśnie powiedziałem i wkurzyłem się jeszcze bardziej.
-Dobra, powspominaliśmy sobie, a teraz do rzeczy: jak wyjaśnisz swoje zaniedbanie w kwestii swojej rozkosznej twórczości? - zapytało lustrzane odbicie ścierając krew sączącą się ze świeżego zacięcia.
- Nie mam weny - odparłem udając, że w całości pochłania mnie operowanie maszynką.
- Nie pierdziel mi tu. Tematów masz od groma. Odbyłeś dwie praktyki studenckie w tym jedną, klękajcie narody, płatną. Dałeś sobie wyprostować zęby. Zdałeś z wynikiem pozytywnym dość ważny egzamin, napisałeś pracę dyplomową, tu pragnę wspomnieć że brak problemów zawdzięczasz między innymi treningowi blogowemu. Podszkoliłeś się w gotowaniu. Zostałeś ojcem...
-Co?!
-Spokojnie, żartuję. Tak czy siak, na brak kwestii do poruszenia nie możesz narzekać. Jak chcesz, to możesz nawet opowiedzieć o swoich relacjach z Whitney.
-Lub...
-Lub ich braku - uśmiechnęło się z wyższością oblicze.
Dyskusja z kimś, kto zna nawet najskrytsze myśli rozmówcy jest stresującym przeżyciem.
- Pragnę Ci również przypomnieć, że sporo osób czeka na aktualizację.
- Tak, wszystkie dziesięć - sarknąłem.
- Z taką konsekwencją w zamieszczaniu nowego kontentu ciężko się dziwić.
- Używasz określenia "kontent"? Nigdy w życiu nie posłużyłem się tym określeniem!
- Ja tu jestem od wytykania idiotyzmów. Weź się ogarnij z tym blogiem. Przypominam Ci o Twoich marzeniach o pisarstwie.
- Zapomniałeś wspomnieć, że skazanych na porażkę.
- Twórcę doceniają odbiorcy, a tobie pewna śliczna i sympatyczna panna niedawno zarzuciła talent pisarski, pamiętasz?
- Pamiętam.
- Może pokażesz jej, że rzeczywiście ma rację? Kobiety kochają mieć rację i lubią zdolnych facetów. Dwie pieczenie na jednym ogniu, kolego!
- ...
- Poza tym, to jedyne co ci jako tako wychodzi. Powinieneś szlifować tę umiejętność.
- Dzięki za zastrzyk pewności siebie - sarknąłem spłukując z twarzy resztkę piany - Pogadałbym jeszcze, ale spóźnię się na wydział. A nie chciałbym się tłumaczyć upierdliwemu ćwiczeniowcowi, że to przez lustro, które truło mi dupę.
- Swoją drogą ciekawe, co by powiedział o tym wszystkim Freud - uśmiechnął się szeroko mój lustrzany odpowiednik.
- Gdyby mnie interesowało, co myślałby Freud o czymkolwiek, to wszedłbym na pierwszą lepszą stronę porno i wstukałbym w wyszukiwarkę "stepmother" - rzuciłem nakładając koszulę.
  Sobowtór zaniósł się szczerym śmiechem.
- Sarkazm! To lubię! Tak masz właśnie pisać. Skoro masz wenę na takie odzywki to wieszczę twojemu blogaskowi powodzenie. Tylko jedna drobna uwaga: popracuj nad szatą graficzną strony, chyba że planujesz zmienić pseudonim na "Sraczkowaty".
   Wpieniony do białości wyszedłem z łazienki.
   Psiakrew, jak ja nie lubię się golić.



***

   Po wyjściu Szarozielonego jego odbicie w lustrze wciąż cicho chichotało zadowolone z przebiegu konwersacji. W przerwach mamrotało pod nosem co lepsze swoim zdaniem teksty. Zamarło, gdy usłyszało trzeszczące drzwi. Po kilku sekundach nagłej ciszy wychyliło się, żeby zerknąć w stronę wejścia do łazienki. Odetchnęło z ulgą.
- Whitney! Cześć, suczko. Chodź tu do mnie, daj łapkę! Dobra psiałczyna! Chodź, chodź! - zaszczebiotał sobowtór klaszcząc w dłonie. 
Owczarek niemiecki płci żeńskiej zmierzył go pogardliwym spojrzeniem przymkniętych oczu po czym prychnął, obrócił się i opuścił pomieszczenie.
Lustrzany Szarozielony został sam. Nastrój euforii kompletnie go opuścił.
- Suka - burknął.








Notka dla zaniepokojonych i złośliwie ucieszonych

Autor powyższego tekstu nie cierpi na żadne zaburzenia, a cała przedstawiona sytuacja to swojego rodzaju chwyt literacki. Koncepcja została obmyślona przez autora dzisiaj przy prasowaniu i bardzo przypadła mu do gustu.