niedziela, 18 maja 2014

Wyznawca Owsiaka rozrabia

   Ta niedziela była wyjątkowo śliczna, nawet bez porównywania do reszty ponurego i burzowego maja. W związku z tym udałem się na spacer po centrum Warszawy. Dreptałem sobie ulicą Marszałkowską ciesząc się słońcem, delikatnym acz ożywczym wiaterkiem. Cieszyły ucho odporne na smog ptaki, które ćwierkały uzyskując całkiem niezły efekt. Nie określę Wam gatunku, ponieważ mimo swoich szczerych chęci mój mózg odmawiał przyjęcia innego sposobu klasyfikacji latających zwierzątek niż:
  • Boćki
  • Łabądki
  • Cholerne wróble, które niszczą mi zioła na balkonie
  • Kaczuszki
  • Gołębie
  • Sikorki (to te z żółtym brzuszkiem, nie?)
  • Reszta
Gdyby był ze mną jakiś pasjonat ornitologii jak Xyhoo23 z Demotywatorów (pozdrawiam!) to zapewne wiedziałbym o śpiewających nam ptaszkach WSZYSTKO. Jednak szedłem sam.
   Ale i tak było super.
   Wtem z pasa po drugiej stronie ulicy dobiegły piski opon, ostry dźwięk klaksonu i wiązanka obciążona negatywnym ładunkiem emocjonalnym. Zerknąłem w bok licząc, że ujrzę krótką, acz bardzo intensywną scenę typową dla warszawskich arterii komunikacyjnych.
    Pomyliłem się, sądząc że zdarzenie będzie krótkie. Najczęściej dwoje (a raczej dwóch - sorry panowie, tutaj niestety wiedziemy prym) uczestników drogi rzuca w siebie mięchem i każde (każdy) udaje się w swoją stronę.
   W tym wypadku pasażer starszej, bordowej Toyoty wyskoczył z wozu i zaczął się drzeć na kierowcę sporego białego Audi co chwila szarpiąc za klamkę drzwi. Przystanąłem, patrząc jak się rozwinie sytuacja. Agresor zapakował się z powrotem do samochodu.
  Teraz się zaczęło.
  Na wysokości numeru 86, tuż koło przystanku tramwajowego Toyota zaczęła złośliwie blokować każdy pas, którym chciało pojechać Audi. Sytuacja była niebezpieczna, ponieważ mimo, że droga miała kilka pasów to ruch był spory z dużym udziałem autobusów.
   Chyba powinienem był coś zrobić.
   Może Toyota słusznie się bawi w blokadę policyjną? Może ten w białym przegiął pałę?
Przyjrzałem się samochodom. Zero widocznych śladów kolizji.
Przyjrzałem się pasażerom. Za kierownicą Toyoty siedział osobnik z przygłupią i agresywną gębą. W Audi siedziała para elegancko ubranych ludzi między 40 a 50 rokiem życia, wystraszony chłopiec (syn?) również w odświętnym stroju oraz jego siostra (albo wybitnie młoda ciocia). Wszyscy zdawali się zmierzać na jakąś imprezę rodzinną.
   Niby  nie powinienem był oceniać sytuacji po wyglądzie uczestników.
   Ale gdyby tamtędy przejeżdżała karetka?
   W jednej chwili z "kierowcy Toyoty " zacząłem o nim myśleć "kutas z Toyoty".
Opcje były dwie: bezpośrednia interwencja odpadała - samochód by się raczej nie przesunął, powstałby jeszcze większy chaos na drodze. Pozostało dobre ustawienie się i zbieranie materiału dowodowego. Zatem stanąłem przy jezdni i zacząłem kręcić filmy telefonem. Kiepski ze mnie operator, ale uchwyciłem akrobacje, które wyczyniał bordowy wóz i co najważniejsze, jego blachy rejestracyjne. Co ciekawe, jego właścicielowi nie przeszkadzała moja obecność. Przeciwnie.
- Kręć dalej i zostań aż policja przyjedzie - krzyknął do mnie przez otwarte okno.
- Jesteś pewien że chcesz tu być, jak policja tu dotrze? - spytałem zbity z tropu.
Nie odpowiedział.  Był zajęty pilnowaniem czy Audi nie próbuje go czasem wyminąć.
W międzyczasie zadzwoniłem na policję, która zjawiła się po jakichś dziesięciu minutach. Obaj kierowcy opuścili pojazdy. Czas na konfrontację.
   Wypowiedź kierowcy Audi:
  • Jechał z rodziną na czyjąś Pierwszą Komunię
  • Kutas z Toyoty jadący obok dwa razy wymusił pierwszeństwo
  • Otarł im zderzak (tu wskazał szramę na lakierze)
  • Był bardzo agresywny (to akurat widziałem)
   Wypowiedź kutasa z Toyoty:
  • Oni w niego walnęli
  • Niech kierowca Audi się cieszy, bo gdyby chciał to by go bez trudu "wyłuskał z zamkniętego samochodu" a tak to poczekał na policję (tu nastąpił szeroki uśmieszek i skrzyżowanie rąk na piersiach 
Przyjrzałem się mu. Czerwony na gębie, mimika twarzy sugerująca jeśli nie upośledzenie to przynajmniej lekki obłęd, śmierdzący, bardzo głośny i żadnej kultury poza bakteryjną. 
"Typowy ultras Jerzego Owsiaka", pomyślałem. Potem gość się odwrócił, żeby pogadać z jednym z policjantów. Szczęka mi opadła z radosnego zdziwienia.
Bo któż z nas nie lubi mieć racji?
Na jego skórzanej (a jakże!) kurtce mienił się wpierdylion naszywek. Wszystkie związane albo z WOŚP, z Woodstockiem albo Osiakiem samym w sobie. Przypomniałem sobie ile razy widziałem identycznie wyglądających ludzi, wyglądających jakby urwali się z odwyku i/lub więzienia wyłudzających z puszką "pieniążki na chore dzieci".  *
   Wszystko to sprawiło, że po pokazaniu filmów policjantom i zostawieniu na siebie namiarów poczułem się weselszy. Nie będę się krył - nie lubię ani Owsiaka, ani jego fanatycznych wyznawców.
   Ale nie będę drążył tego tematu.
   Bo Owsiak ratuje dzieci. Jest najlepszym człowiekiem na świecie.
   Jak nie lubisz Owsiaka to nienawidzisz małych dzieci.
   Ty potworze.**
Wracając do tematu: rozważam publikację filmów w Sieci.
Pytanie do Was: czy pokazanie numerów rejestracyjnych tego psychola podpada pod jakiś paragraf?
Pytanie drugie: jak Wam minęła niedziela?
Trzymajcie się!
                                                                                                                    Szarozielony





*"Chcesz mieć wgląd w dane finansowe projektu, który funkcjonuje za Twoje pieniądze? Pie***l się, faszysto!"
**Temat na osobną notkę.