piątek, 25 lipca 2014

Wziąłem się za eksperymenty kulinarne i... nie umarłem!

  Witajcie!
   Czy zdarzyło się Wam kiedyś stać w kuchni i patrzeć zamyślonym wzrokiem na jadalną cześć jakiegoś zwierzątka spoczywającą na desce do krojenia podczas gdy tajemniczy głos szeptał Wam do ucha słowa takie jak "improwizacja", "spontan", "odkrywanie nowych horyzontów", "proces twórczy" i "może w końcu uda Ci się przyrządzić jadalnego indyka"?
   Zdarza mi się to dość często, jednak rzadko podejmowałem to ryzyko ze względu na:
1) ceny mięsa
2) oskarżenia konsumentów o próbę zabójstwa

   Tym razem odważyłem się pokombinować, gdyż od jakiegoś czasu przeżywam fascynację marynatami do mięs i sposobem, w jaki po wielu godzinach mięso zaczyna w końcu przejawiać niezwykle istotną i pożądaną cechę - smak.
   Podwinąłem zatem rękawy (metaforycznie, miałem na sobie t-shirt) i zabrałem się do pracy. Co ciekawe, bardziej niż Jamie Oliver czułem się raczej jak doktor Frankenstein. I tak oto powstał...

Grilowany indyk w ziołach

Składniki:

Jako, że nie pieczemy ciasta proporcje między składnikami możemy sobie dobrać według własnego uznania nie ryzykując katastrofy. Zatem będą Wam potrzebne:
  • Pierś indyka
  • Olej 
  • Suszony rozmaryn
  • Suszony tymianek
  • Musztarda
  • Sól 
  • Pieprz
  • Czosnek

Przygotowanie:

  • Obrać ostrym nożem wszelkie błony, kostki i krwawe ślady. Mięso ma wyglądać jak żywcem (he, he!) wyjęte z reklamy karmy dla kotów
  • Pokroić na kotlety
  • Zbić je tłuczkiem. Uwaga! To mięso jest delikatne, więc łatwo je rozerwać, a nam zależy na ładnych kawałkach. Wiadomo, że zjecie to niezależnie od walorów estetycznych, ale w ten sposób zbierzecie dodatkowe pochwały od współbiesiadników.
  • Do plastikowego pojemnika lub odpowiednio pojemnego naczynia wlać olej. Wsypać do niego sól i pieprz (dużo!) oraz rozmaryn i tymianek. Dodać do tego łyżkę lub dwie ulubionej musztardy. Do tej mikstury należy teraz wgnieść parę ząbków czosnku. Ja lubię dużo czosnku.
  • Wymieszać to wszystko widelcem, aż breja będzie tak jednolita jak to tylko możliwe.
  • Ułożyć w otrzymanej marynacie zbite kawałki indyka i bardzo dokładnie wymieszać. Mięso powinno być pokryte grubą warstwą na każdym fragmencie jego powierzchni.
  • Włożyć do lodówki i zapomnieć o nim na 24 godziny (ja zapomniałem na 48 - zero negatywnych skutków)
  • Smażyć na grillowej (najlepiej) patelni i przewracać mięso, aż po przekrojeniu będzie miało śliczny, biały kolor 
  • Naszła mnie właśnie refleksja, że w Ameryce z pewnością znajdzie się ktoś, kto za trzy ostatnie słowa z poprzedniego akapitu będzie chciał zamknąć mnie w jednej celi z gangiem handlarzy organów za szerzenie rasizmu.
  • Gotowego indyka serwować z takimi dodatkami, jakie nam pasują.
    W tym miejscu powinienem zamieścić fotografię dania, ale nie udało mi się go dostatecznie długo obronić. Co w sumie jest całkiem niezłą rekomendacją.

   A czy Wam zdarzyła się kuchenna improwizacja zakończona sukcesem?